Gdybym mogła Ci sprzedać jedno słowo – FELIETON

Kilka dni temu całkiem przypadkowo obejrzałam program na jakimś BBC czy może TVN Style o nowoczesnych, odpicowanych i wyjątkowych domach (w Stanach mówią na takie cribs). Jeden z nich, należący do amerykańskiego małżeństwa, zajmującego się systemami bezpieczeństwa w domach w Kalifornii, sam wyposażony był w najlepsze i najdroższe rozwiązania chroniące domowników. Były więc drzwi antywłamaniowe, kuloodporne okna za kilkanaście tysięcy dolarów, dziwne zasieki, kamery itp. Małżeństwo to miało więc na pokaz coś, czym się faktycznie zajmowało. Sami byli swoją reklamą, sami korzystali ze swoich produktów.


Nasunęło mi się pytanie,

co ja, wykładająca Wam moje słowa, tylko słowa, mogłabym sprzedać jako swój flagowy produkt. Czy da się w ogóle sprzedać słowa? Bo tak, kupujemy i czytamy książki. Wykupujemy dostęp do artykułów, ściągamy ebooki. Zbitki słowne, czyli cytaty chronione są prawem autorskim i należy kupić do nich dostęp. Nie możemy przywłaszczać sobie czyichś słów, jeśli widzimy, że są unikatowe i stanowią utwór (tak prawo autorskie nazywa wszelkie dzieła artystyczne). Ja chciałabym sprzedawać słowa.

Ale nie tak po prostu.


Ja chciałabym sprzedawać umiejętność posługiwania się słowami, które niosą szczęście, radość, łamią mury i przełamują lody. Chciałabym, żeby każdy kupujący za jednym kliknięciem “Kup teraz” zyskał umiejętność mówienia innym tego, co czuje tak szczerze, od serca. Moje słowa, zupełnie nieobleczone w żadne zbędne szaty niosłyby autentyczny przekaz, jedyny słuszny i prawdziwy.


A może wcale nie potrzeba kupować słów, by zrozumieć jedno:

jest takie słowo, które powinieneś mówić codziennie swoim dzieciom. Bez barier powinieneś nim częstować swoich bliskich, codziennie, nie tylko od święta i w przypływie emocji. To słowo, poparte czynami, niech wiedzie nas przez życie. To słowo jest klamrą spajającą wszystko. Banalne nie?
Myślę, że powinnam mówić je co rano swoim małym dzieciom, swojej zapracowanej mamie i babci, która wciąż wspomina ognisko w podstawówce, na które mnie wiozła na swoim rowerze, a ja wsadziłam w koło wystrugany przez dziadka patyk na kiełbasę, czym wykrzywiłam rower i zniszczyłam kijek. Powinnam każdego wieczoru powiedzieć to słowo mężowi i chciałabym, żeby on również mnie nim poczęstował (wraz z czekoladkami Merci, które wyrażają więcej niż tysiąc słów, więc będzie już co najmniej 1002 słowa, jeśli dobrze liczę).


Takie słowo “kocham” jest trochę jak te wszystkie zabezpieczenia w nowoczesnym domu Amerykanów.

Szczególnie w relacji z dzieckiem “kocham” daje poczucie bezpieczeństwa. Jest jak drzwi antywłamaniowe, które chronią delikatne dusze naszych dzieci przed złem tego świata i choć dziecko będzie musiało wyjść w końcu z idealnej i bezpiecznej przystani, którą mu zaserwowaliśmy, to ubrane w pewność siebie i obleczone w naszą miłość. Jakkolwiek to nie brzmi, to naprawdę działa. I to “kocham” da mu siłę, by stawiał czoła swym wyzwaniom, głupim komentarzom, wyzwiskom i mieszaniu z błotem. Oczywiście pod warunkiem, że naprawdę kochamy i robimy wszystko, by ono czuło się kochane.
A może nasza latorośl sprzeda je następnej osobie, uzupełniając jakąś wartością dodaną od siebie? Dołoży odrobinę artyzmu, dziecięcej pasji i ciekawości świata? Cokolwiek by to nie było, jeśli nauczycie dzieci mówić kocham, to pójdą pewniej przez świat i będą potrafiły kochać nie tylko rodzinę, siebie i przyjaciół, ale też ludzkość w ogólności i świat jako zbiór pięknych chwil, widoków i zjawisk.


Ale myślę sobie, że może część z Was chciałoby kupić umiejętność mówienia zupełnie innego słowa.

Czasem chcemy bez skrępowania, bez wyrzutów sumienia móc powiedzieć “NIE”. To słowo, wypowiadane tak chętnie przez młodych rodziców małym dzieciom, nie jest już takie proste do wymówienia, gdy chodzi o inne życiowe sytuacje. Jak bardzo brakuje nam pewności siebie i asertywności, gdy jesteśmy krzywdzeni przez partnera, oszukiwani przez pseudo przyjaciół, wykorzystywani przez szefa, wzgardzani przez rodzinę? Jak bardzo często wyobrażamy sobie, że w końcu staniemy przed swoim oprawcą i z miną godną światowej sławy pokerzysty powiemy “nie”, po czym odejdziemy na pięcie i będzie to najpiękniejszy dzień w naszym życiu? Czy nie chcielibyśmy być wyposażeni w taką cechę, która mówi “nie” bez skrępowania? Bo czasem trzeba. Bo czasem nie ma wyjścia. I warto. Warto zawalczyć o swoje lepsze życie.


Jeszcze inni chcieliby kupić umiejętność mówienia słowa “przepraszam”.

Przepraszam należy się każdemu. Nikt nie zasługuje na lata świetlne oczekiwania na przeprosiny. Nikt nie powinien czuć się pominięty, gdy obie strony wiedzą, że należy się pogodzić. Czasem upór obu stron, nie pozwala na szybkie zakończenie konfliktu. Jak to dobrze umieć w takiej sytuacji przyznać się do błędu. Cóż to byłaby za umiejętność!


Te trzy przykłady i milion innych pokazuje, że nie łatwo jest porozumiewać się z innymi ludźmi. Każde nawet pozornie błahe i maleńkie słówko może powodować konflikty, ale może też otwierać wiele drzwi, serc, dawać uśmiech. I niech mi tu nie gadają, że coś tam jest ważniejsze niż słowa, bo dobrze wiemy, że zranić słowem można porządnie i na lata.
Tylko po co? Po co?

Posts created 21

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top