Przedszkole oczami rodzica, czyli strach, że o Mamo!

O rety! Przedszkole! To już?! Kiedy to minęło? Kiedy minęły wakacje? I co więcej, kiedy minęły te trzy lata? Mój starszy synek Adaś właśnie zaczyna swoją nową, całkiem dojrzałą przygodę. Przygodę z przedszkolem. Podczas gdy on sobie słodko śpi, mnie serce podchodzi do gardła.

Przedszkole powinno kojarzyć się z zabawą i kontaktem z rówieśnikami

Zawsze razem, a tu przedszkole

Pamiętam dokładnie dzień porodu Adasia i wszystko, co działo się wtedy, co do minuty. Pamiętam każde zdanie wypowiedziane przez położną i każdy dzień spędzony z Adasiem. A było tych dni ponad tysiąc. Pamiętam pierwszy krok, słowo, nieudolne próby jedzenia, pierwszą wycieczkę, pierwsze i następne zabawki, upadki i spotkania. Teraz, gdy zostawiam go w przedszkolu, to tak jakbym zostawiała część mnie gdzieś w odległej galaktyce, do której nie mam dostępu, nie mogę jej podejrzeć, kontrolować. Ale zdaję sobie sprawę, że przecież ten mały człowiek jest oddzielnym bytem. On nie jest już zależny tylko ode mnie.

Pozwólcie, że Wam to wytłumaczę.

Od czasu, gdy Adaś przyszedł na świat, moje życie i jego było ściśle związane. Rzadko i na krótko zostawał pod opieką innych osób. Najważniejszy czas rozłąki jak do tej pory przypadał na mój pobyt w szpitalu, raz w 37 tygodniu ciąży, a drugi raz, gdy rodziłam Andrzejka. Adaś zniósł te rozstania bardzo dobrze. Ale to było coś innego, bo był w domu, z babcią i wszystko podporządkowane było jemu. Czas jedzenia, snu, zabawy. Wszystko to było dostosowane tylko do niego. Tego nie będzie w przedszkolu.

Przedszkole jest wyjątkowe, bo dziecko przeżywa trzy zmiany.

Po pierwsze 1. Przedszkole i osoba opiekuna.

Pani w przedszkolu opiekuje się grupą kilkunastoosobową. Nie ma więc czasu na poświęcenie uwagi tylko Adasiowi. A Adaś tę uwagę lubi, oj lubi. On nawet nie potrafi wysiedzieć w spokoju, gdy rozmawiam przez chwilę z moją mamą przez telefon. On musi mi towarzyszyć podczas porannej toalety, musi być zauważany przeze mnie. Inaczej jest źle, oj i to jak bardzo źle. Histerii nie ma końca. Mama, mama… I tak w kółko.

Po drugie. Przedszkole to dzieci. Dużo dzieci.

No tak, ma młodszego brata, ale to nie to samo. Młodszy braciszek jest beeee, bo zabiera zabawki, niszczy wieże z klocków, zabiera chrupki, nie umie grać w piłkę, ledwo chodzi i niczego nie potrafi. Dzieci w przedszkolu to co innego. Z nimi można pobawić się w berka, poskakać na dywanie, zbudować coś z klocków i nawet pogadać. Po swojemu, ale zawsze. Taka ilość dzieci, jak w przedszkolu, może być szokiem dla małego człowieka. Może, ale nie musi. To, że mamy małą rodzinę i przyjaciół bez dzieci lub mieszkających daleko, nie ułatwia sprawy. Ale z czasem przecież, tak samo jak w szkole, dzieci w przedszkolu zaczynają się poznawać. Nie wiem o czym mogą rozmawiać i czy pytają się wzajemnie o ulubiona książki i filmy, ale na pewno potrafią razem się bawić i wspólnie rozwijać wyobraźnię. Na ten czas to wystarczy. I bardzo dużo daje.

Adaś nie należy na szczęście do dzieci skrytych, bojących się obcych. Jest otwarty i chętny do zabawy już od początku. Ja się tylko martwię, że nawet za bardzo, bo lubi zmuszać inne dzieci do zabawy. Pewnie z czasem nauczy się robić to znośnie, a nawet elegancko. Nie mówię tu o całowaniu małej damy w rękę, ale o miłe zapytanie, zamiast szturchania, popychania i ciągnięcia na siłę.

Po trzecie. Przedszkole to samodzielność.

O tak, chodzi mi o samodzielne jedzenie, ubieranie i sikanie. Z tym trzecim Adaś radzi sobie dobrze, ale dwa pozostałe nie są już takie oczywiste. Ja mam miękkie serce i chętnie go karmię, gdy mnie o to prosi. Ale w przedszkolu nikt tego nie zrobi. Czytałam artykuły i opinie na ten temat i wiem, że nic, tak jak przedszkole, nie poprawia samodzielności u takiego malucha. To pierwsza i najszybsza szkoła życia. Myślę, że widok innych jedzących dzieci jest mobilizujący. A jeśli nie, to najwyżej zje coś po powrocie do domu. Wiem, że z czasem będzie jadł coraz więcej, a taki ruch, jaki ma w przedszkolu, na pewno wpłynie dobrze na jego apetyt. Przecież człowieka głodnego nie trzeba przekonywać do jedzenia. Chociaż wiadomo, jak to bywa z dziećmi.

Co do ubierania

Tu liczę na pomoc pań przedszkolanek. Przecież nie można wymagać od trzylatka, żeby umiał wszystko tak, jak dorosły. A jeśli ktoś tego wymaga, niech najpierw pokaże, nauczy i da wskazówki, zamiast po prostu egzekwować obowiązki. Liczę na to, że młode panie, które robią to z powołania (bo z przymusu to się idzie pracować chyba do marketu albo KFC, jak ja xD), będą na tyle empatyczne, że zechcą mu pomóc wspiąć się na wyżyny samodzielności. Czas pokaże.

Przedszkole pozwala stawać się samodzielnym

Jak sobie z tym radzę.

Od razu zaznaczam, że nie mam dla Was uniwersalnej rady na ten stres, na to wszystko, co się wokół tego kręci. Nie potrafię, po raz pierwszy, bardzo obiektywnie na to spojrzeć. Każdy artykuł, który piszę, zazwyczaj opieram na swoich doświadczeniach, które są zamkniętym rozdziałem. Tutaj jest inaczej. Bo jestem w jądrze, w środku wydarzeń i ciągle sama, z walącym mocno serduchem, staram się to wszystko poukładać. Piszę to w pierwszym dniu przedszkola. Teraz jest 13. Przed chwilą byłam w środku, widziałam Adasia, jak siedział przy stoliku i jadł obiad. Wróciłam do auta, bo nie chciał wracać jeszcze do domu. Widocznie mu się spodobało. Chyba jak zwykle strach ma wielkie oczy. A jeśli się okaże, że coś idzie nie tak, że są jakieś problemy, to będziemy je rozwiązywać wspólnie, my rodzice, dzieci i opiekun w przedszkolu.

Przedszkole to dla dziecka wyjątkowe miejsce

Już niedługo na pewno napiszę coś więcej na ten temat. Mam nadzieję, że u każdego z Was, rodzica, ten etap adaptacji przedszkolnej będzie przebiegał sprawnie i Wasze dzieci polubią to miejsce.

Posts created 32

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top