Bo najważniejsze w życiu są motyle.

Zwiewne, piękne i powabne,
Lecą sobie w całym stadle.
Paź królowej i cytrynek –
Ten i tamten to motylek.

Ostatnio taką piękną kartkę dostałam od dziecka w pierwszym dniu przedszkola. Ale ten tekst wcale nie ma być o motylach. Bo motyle…

Bo motyle to tylko pretekst, by pięknie żyć.

Kiedy zastanawiam się, po co nam to wszystko, po co tu żyjemy, to często nie znajduję odpowiedzi. Nie mogę jej przecież znaleźć, bo nawet najlepszym naukowcom się to nie udało. Nie wiem, czy Hawking umarł szczęśliwy, przecież nie udało mu się udowodnić swoich tez. Ja nawet nie próbuję stawiać swoich, bo z tego wszystkiego, zaczyna mnie tylko boleć głowa, a jak wiadomo, nie jest to stan ani przyjemny, ani zdrowy. I po co mam wydawać kasę na Ibuprom, jeśli mogę kupić sobie za nią nowe buty?

Jednak to, co mogę zrobić, to myślenie o tym JAK mam żyć. A tu już każdy jest w stanie odpowiedzieć.

Wiele jest rad, wskazówek i drogowskazów na życie na ziemi. Póki nie wiem, jaki jest jego cel, to skupiam się na tym, co jest wiadome: zmysły, uczucia i relacje.

Zastanawiając się, czym kierują się ludzie w życiu, doszłam do wniosku, że najważniejsze są motyle! Motyle w brzuchu! Tak, te same, o których mówimy przy okazji zakochiwania się. Te motyle to coś, co kieruje nami i tak naprawdę to one sprawiają, że jesteśmy szczęśliwi i robimy wspaniałe rzeczy.
To przyjemne łaskotanie w żołądku nie jest i nie powinno być kojarzone tylko z uczuciem romantycznym. Przecież tak samo jak w momencie zauroczenia inną osobą, czujemy też przyjemny ucisk, gdy robimy coś nowego, coś dla innych, gdy robimy coś pierwszy raz, coś niebezpiecznego i podniecającego.

Ćpaj życie!

Oczywiście, etap zakochiwania jest o tyle przyjemniejszy, że tam dochodzą jeszcze mocne wyrzuty dopaminy w mózgu, a to sprawia, że żyjemy w euforii i lubimy to uczucie. To by mogło tłumaczyć, dlaczego tak dużo osób sięga po narkotyki. Powodują te same motyle. Z tym jednak zastrzeżeniem, że tak szybko, jak przychodzą, tak prędko ulatują i w ich miejsce wkrada się lęk, niepokój, strach i konieczność sięgnięcia znowu po ten sam środek.


W tym kontekście bardzo podoba mi się stwierdzenie “ćpaj życie”, bo to ukierunkowuje nas na dobry tok myślenia. Bardzo dużo osób osiąga stan “umotylowienia” dzięki podróżom i to jest super metoda. Inni łapią motyle przebywając w kręgu przyjaciół, rodziny, dzieci. Niektórzy robią coś ekstremalnego. Jedni urozmaicają sobie życie seksualne, a inni piszą, tworzą, kręcą filmy, piszą muzykę, malują. W takim sensie mogę stwierdzić “ćpaj ile wlezie”. I jeśli masz te motyle, to wystarczy, by ci odpowiedzieć na pytanie, jak żyć.

W swojej “wiejskiej” etyce dopuszczam każdą formę “łapania motyli”, która jest zgodna z prawem i w miarę etyczna.

Przepraszam za to drugie stwierdzenie, bo jest niepoprawne. Bo coś albo jest etyczne, albo nie jest. Ale ja nie potrafię wskazać komuś, i nawet nie chcę, wszelkich nakazów i zakazów etyki, którymi należy się kierować. Bo etyka to nauka humanistyczna. A dopóki jest nas na świecie tyle miliardów, dopóty będziemy mieć miliardy definicji, co właściwie jest zachowaniem etycznym.

Ej, ale serio! Z tymi motylami mam rację nie? Jedni nazywają to adrenaliną, inni szczęściem, jeszcze inni podnieceniem. Lubimy czuć, że nas coś kręci w życiu. Lubimy czuć władze, pieniądze, dominację, zakochanie. Za te uczucia odpowiedzialna jest chemia. To dlatego Rysiek Riedel śpiewał, że “w życiu piękne są tylko chwile”, a Grechuta, że “ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy”, bo kręci nas nieznane i sprawia, że czujemy ten przedziwny ucisk w dole brzucha. To coś nowego, nieznanego, niezdobytego. I chcemy łapać motyle wciąż i wciąż, bez ustanku.

A gdy przychodzi czas stagnacji, czas odczuwania zmęczenia i braku łaskotania w żołądku, czujemy smutek, pustkę i zmęczenie.


Ja właśnie zostawiam ten marazm w tyle. Jesień i zima 2018/19 były dla mnie bardzo ciężkim czasem. Codzienna rutyna, zamknięcie z dziećmi w czterech ścianach, brak chęci do czegokolwiek i brak inspiracji do pisania były dla mnie przytłaczające. Miałam wielką chęć “umotylowienia”, taką samą, jak chociażby w dniu porodu (tak, tak, mnie to wtedy dopadło, bo czułam podniecenie zbliżającym się czasem rozwiązania i ciekawość, jak to będzie w czwórkę i jaki ten mój drugi bobas będzie. Po drugie, lubię pierwsze dni w szpitalu tylko z dzieckiem).

Później nadeszły deszczowe, smutne dni.

Czas pełen stagnacji i rezygnacji, walki o karmienie, potem walki z laktatorem. Był to czas bez seksu, pełen wzajemnej złości i niezrozumienia. Nie potrafiliśmy z mężem przejść przez to wspólnie. Ja płakałam w nocy, budząc się co trzy godziny, by ściągać mleko. I gdy płakałam, mleko nie leciało. Krzyczałam na dzieci, krzyczałam na męża. Kopałam w trakcie kłótni przypadkowe dziecięce zabawki leżące na podłodze, a mąż zagroził, że będzie nagrywał moje ataki furii, by mieć dowód w sądzie, gdyby sytuacja się nie poprawiła. Całymi dniami siedziałam z maleństwami w domu, patrząc w przyszłość, by szybko przyniosła wiosnę, a wraz z nią motyle.

Jak ja wtedy marzyłam o motylach. Chciałam poczuć cokolwiek, choćby cień zakochania, odrobinę chęci na seks, ułamek podniecenia normalnymi sprawami. Nie wiem, czy był to spadek formy, czy chwilowa depresja. Motyle długo nie gościły w moim życiu.

Co więc zrobiłam, że teraz jest lepiej?

Zaczęłam pisać, zaczęłam tworzyć rękodzieło, pisać wiersze. Wyszłam z tym do ludzi, tu w Internecie i nie żałuję. Niedługo napiszę Wam tekst o tym, dlaczego każda mama powinna blogować. Bo powinna. To od kilku tygodni jest dla mnie oczywiste. Umotylowiłam się kreatywnie. Bez alkoholu, narkotyków i imprez. Tylko dzięki temu nie popadlam w depresję. Bo poczułam się ważna. Poczułam, że coś potrafię. Mąż powiedział, że dobrze piszę. Wróciła moja pewność siebie. Chodzi o to, że odzyskałam tak ważną część mnie, bo znalazłam na nią czas. Chociaż odbywa się to kosztem spania i sprzątania, to nie żałuję. Rękodzieło obecnie jest w fazie uśpienia, ale przez 5 miesięcy nauczyłam się robić fajne ozdoby. Piszę ciągle, codziennie po kilka tysięcy znaków. Trochę czytam. Idąc za ciosem, zaczęłam bardziej dbać o siebie i swoje ciało. A świadomość własnego ciała pozwoliła mi odzyskać też libido.

Pomysły dla Was!

Możecie sobie motyle w brzuchu stworzyć sami. Dla młodych rodziców mam radę: skupcie się na sobie. Spędzajcie razem wieczory. Wspólny film, kąpiel, masaż itd. A w pojedynkę w domu możecie zaangażować się w jakieś prace plastyczne. Jeśli chcecie zrobić coś więcej i kręci Was praca dla innych, to polecam wolontariat lub organizację jakichś ciekawych spotkań dla mam lub w ramach lokalnej społeczności. Dla przyjemności możecie pójść na koncert lub wystawę ulubionego artysty. Na pewno dzięki temu poczujecie się lepiej. Spotkanie towarzyskie z koleżankami też jest ok. Wszystko, byleby nie czuć pustki i samotności.

Czuję motyle, bo znów siebie kocham.
Życzę Wam przeżywania tego “umotylowienia” wciąż i wciąż na nowo, bo odczuwanie przyjemności i radości w życiu jest bardzo ważne. Dbajcie o to i nigdy nie zduszajcie w sobie tych wewnętrznych pragnień.

Posts created 21

4 thoughts on “Bo najważniejsze w życiu są motyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top