Niejadek – 10 sposobów na małego smakosza

Ponoć nie ma niejadków, jest tylko niewłaściwe zrozumienie tematu jedzenia przez dzieci. Choć określenie niejadek faktycznie nie powinno być stosowane, to temat jedzenia/niejedzenia na pewno interesuje rodziców. Mimo, że nie czytałam książki “Moje dziecko nie chce jeść” autorstwa Carlosa Gonzáleza, to wiem, że nie ma się co przejmować dziwnymi gustami naszych milusińskich i ich wybiórczymi próbami smakowania nowych potraw. Wszak nie można dziwić się, że dla nich to prawdziwe wyzwanie, bo próbowanie nowości dla nikogo nie jest łatwe. Niektóre dzieci są jednak bardziej niż inne pozbawione chęci próbowania czegokolwiek. Makaron, masło i kakao – znacie to? Niejadek? Tak właśnie myślisz o swoim dziecku? Ten tekst jest dla Ciebie.

Niejadek? Skąd! To normalne, że dziecko boi się nowości. Nie panikuj.

Moje dziecko to niejadek. Czyżby?

Wydawało mi się, że Adaś jest niejadkiem. Niechętnie od małego próbuje nowych smaków, co potwierdzają liczne filmy kręcone przeze mnie od czasu rozszerzania diety, czyli po szóstym miesiącu. Mam wrażenie, że jego zmysł smaku rozpoznaje tylko pomidorową, pierogi ruskie i budyń czekoladowy.

Ale bardzo się mylę i na każdym kroku uświadamiam sobie, jak bardzo jestem w błędzie. Adaś je więcej niż mi się wydaje. Bo nawet łyżeczka, łyżka nowego dania to wielki wyczyn i poznawanie nowych smaków, konsystencji i budowy dań. Przez trzy lata zjadł więcej niż mi się wydaje. Po prostu chyba za bardzo skupiłam się na tym ile zjadł, zamiast na tym co zjadł.

Owszem, bywają dni, że je ciągle to samo, ale są one przeplatane próbowaniem czegoś nowego. I myślę sobie, że ja w jego wieku na pewno nie jadłam takich rzeczy, bo ich zwyczajnie nie było w wiejskim sklepiku w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Hummus, awokado, mleko migdałowe czy soczewica to tylko przykłady, a jest ich znacznie więcej. Adaś zna te smaki, polizał, powąchał i to na ten moment mi wystarcza.

Niejadek – sposoby na urozmaicenie diety

Po pierwsze. Gotuj z dzieckiem

Niejadek może i nie lubi jeść, może i stroni od smakowania, może i nie interesuje go jedzenie, ale na pewno kocha grzebać i mieszać w garach, lepić coś z ciasta na pierogi i rozsypywać ser na pizzy. Od zawsze pozwalałam na to mojemu niejadkowi, a teraz dowiaduję się, że to nazywa się zabawa sensoryczna i jest zgodna z nauką Montessori. Śmieszne, bo dla mnie to oczywiste, że dziecko kocha gotowanie, eksperymentowanie w kuchni (i niestety też z nożami – UWAGA NA TO). A nic tak nie buduje świadomości kulinarno – żywieniowej, jak wspólne pichcenie w kuchni. Nie od dziś wiadomo, że podczas przygotowywania posiłków próbujemy ich, poznajemy też smak przypraw, ziół. Kto gotuje z rodzicami w kuchni, na pewno z małego niejadka przemieni się w świadomego kucharza, z tym zastrzeżeniem, że to może potrwać, bo to proces i nie wolno do niego zmuszać.

Jeśli niejadek zaczyna gotować, to może polubi też jedzenie? Na pewno każdy kucharz musi próbować swoich dań.

Wierzę, że mimo to istnieję dzieci, które nie będą chciały próbować. Trudno. Może to nie ich dzień. Zacznij za tydzień. Zacznij od makaronu i kilku dodatków. Nie zmuszaj, nie krzycz, nie zniechęcaj. Jeśli dziecko jest zmęczone, nie każ mi kończyć pracy na siłę, bo jest za małe, by skupić uwagę na gotowaniu na dłuższą chwilę. Nawet jeśli początkowo było zafascynowane gotowaniem, po czasie może poczuć znudzenie, a wtedy warto odpuścić.

Po drugie. Gotuj bajkowo

Wiadomo, że największym bohaterem naszego małego człowieka jest kto? Mama? Nieeee… Postacie z bajek! Nieważne, czy żyją one na srebrnym ekranie, czy w ulubionych książeczkach. Gotowanie z nimi lub wykorzystanie ich wizerunku w kuchni może okazać się strzałem w dziesiątkę. Można więc upiec ciasteczka (np. marchewkowe z ksylitolem) w kształcie Świnki Peppy lub przygotować sałatkę owocową dla Psiego Patrolu. Można warzywne muffinki przerodzić w buźki Binga i przyjaciół. Druga sprawa, równie ważna, to możliwość używania naczyń z wizerunkiem ulubionych bohaterów. Dostępne wszędzie, w sklepach stacjonarnych i internetowych, kuszą swoimi pięknymi wzorami i kolorami. Myślę, że niejadek chętnie zje posiłek z miseczki, która baaardzo mu się podoba i kojarzy z ulubioną bajką. A nawet jeśli nie zje, to będzie miał na przyszłość piękną zastawę, którą w wielku szkolnym przeznaczycie do celów artystycznych (np. jako miseczka na pędzle, kredki, spinacze etc.).

Po trzecie. Jedzenie wśród innych

To, co w domu nie smakuje, może okazać się pyszne wśród innych dzieci. Nie raz obserwowałam, jak w grupie Adaś zajada, a w domu kręci nosem. Więc albo mama gotuje źle albo to siła grupy tak na niego działa. Najważniejsze, że działa.

Po czwarte. Niejadek i przemycanie

Kto, jak nie matka jest najlepszym przemytnikiem? Potrafimy ukryć nasze największe skarby w z pozoru niewinnej zupce. Nie jestem jedyną, która stosuje tego typu zabiegi. W przemycaniu chodzi o to, żeby ukryć pewne składniki (najczęściej mięso i warzywa) w jakimś daniu. Przykładem są zupy krem, zblendowane na gładko, a szczególnie łatwo zrobić to z pomidorówką. Zamiast zagęszczać mąką i śmietaną, pomidorówkę miksuję z marchewką i mięskiem z zupy. Zazwyczaj dodaję wtedy więcej pomidorów, by zupa zachowała swój pomidorowy charakter, a dziecko nie wniosło sprzeciwu. Drugim daniem, w którym przemycam WSZYSTKO, co chcę są pierogi. Robiłam już pierogi z kaszą i szpinakiem, soczewicą i szpinakiem, łososiem, warzywami, mięsem, kaszą jaglaną. Cały widz polega na tym, by farsz był dobrze zmielony. Zawsze do farszu dodawałam też duszoną cebulkę, która daje fajny, przyjemny aromat.

Po piąte. Zabawa

Może warto czas jedzenia ciekawie urozmaicić? Zabawy dotyczące warzyw, owoców, mini teatrzyk marchewki i brokuła? Coś, co zachęci do zjedzenia, to na pewno wcielanie się w rolę postaci. Dla przykładu, jeśli niejadek ma zjeść brokuły to może warto wymyślić Pana Super Brokuła, który jest taki silny i prosi dziecko o pomoc w uratowaniu świata, ale uwaga! Tylko zjedzenie brokuła da mu magiczną moc. Nie wiem, czy to będzie oszustwo, przecież brokuł ma tyle witamin, mikroelementów, że naprawdę potrafi dać nam moc (i nie tylko brokuł), więc ten mały fortel nie powinien nikomu zaszkodzić.

Nawet niejadek ma swoje ulubione dania.

Po szóste. Prosto z krzaczka.

Nie wiem, czy pozwalasz dziecku na jedzenie prosto z krzaczka. Moje dzieci na działce babci lub w naszym ogrodzie samodzielnie zrywają sobie owoce. Czasem je myjemy, a czasem zjadamy od razu. Faktem jest, że dużo łatwiej namówić ich na zjedzenie malin, wiśni, porzeczek rosnących na krzaku, niż tych przyniesionych do domu i podanych w miseczce. To tzw. magia krzaka. Haha, żartuję, nie wiem, czy takie zachowanie ma jakąś wyjątkową nazwę.

Jedzenie na krzaczku kusi bardziej niż to na talerzyku.

Po siódme. Wspólne zakupy z niejadkiem.

Jeśli dziecko uczestniczy w kupowaniu składników na obiad czy kolację, to później łatwiej jest namówić je do jedzenia. Wiadomo, że wybiera samo to, co mu się podoba, co chciałoby skosztować, a poza tym fakt, że wrzuciło coś do koszyka i niejako wzięło odpowiedzialność za dany produkt (mamo, to ja kupiłem!) ma w sobie moc sprawczą w postaci otworzenia buźki podczas jedzenia.

Po ósme. Niejadek i wybór.

Odkąd dziecko jest w stanie zakomunikować swoje preferencje, należałoby zastanowić się, na co tak właściwie ma ochotę. Nawet niemowlak potrafi za pomocą gestów wyrazić swoje zdanie. Starszakowi daj wybór pomiędzy dwoma daniami. “Wolisz płatki na mleku czy chlebek z wędliną?” Jeśli już coś wybrał, jest duże prawdopodobieństwo, że to zje. A jeśli nie, to jesteś usprawiedliwiona, przecież próbowałaś.

Po dziewiąte. Konsystencja i struktura.

Niejadek lubi poznawać smaki po swojemu. Obserwuj, co mu sprawia przyjemność, zamiast zmuszać do jedzenia papek.

Czasem okazuje się, że nie smak jest problemem, a konsystencja i struktura dania. Wiele dzieci ma problem z grudkami, twardym mięsem. Dla przykładu Adaś nie lubi mięsa z rosołu, ale to samo mięso po zmiksowaniu potrafi zjeść w pierożkach lub pulpecikach. Konsystencja i struktura dania jest zupełnie inna, ale smak i składniki odżywcze te same. Warto więc próbować do skutku, aby znaleźć odpowiednią dla swojego niejadka.

Po dziesiąte. Niejadek a podjadanie.

Aha! Znów zjadł czekoladkę i banana przed obiadem. I nie chce próbować Twojej zielonej zupy? Dziwisz mu się? To ani nie jest teraz atrakcyjne ani nie czuje głodu. Widzisz, gdzie zrobiłaś błąd? Jutro się poprawisz, nie martw się.

Na pocieszenie: czas niejedzenia mija. Jak wszystko. Jeśli jest bardzo źle i boisz się o siatki centylowe, to warto udać się do lekarza i zrobić badania. Może okazać się, że należy suplementować żelazo lub leczyć tarczycę. Pamiętaj, nigdy nie rób tego na własną rękę.

Posts created 32

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top