Dwie kreski to dopiero początek, cz. 1

Dwie kreski

W czerwcu 2015 roku kończyłam studia, mieszkałam od kilku miesięcy w nowym domu mojego jeszcze nie męża, ale już chłopaka, i snułam plany na przyszłość. Termin obrony pracy magisterskiej zbliżał się wielkimi krokami, a stres dawał o sobie znać. Ciągłe wątpliwości, co do jakości pracy, ilości wiedzy przed egzaminem i przyszłości po studiach były bardzo stresogenne. I kiedy miesiączka nie nadchodziła, myślałam, że tak jak to już bywało wcześniej, winny jest stres i niedługo wszystko się unormuje. Jednak coś tym razem było nie tak. Czułam, że jest inaczej i nie myliłam się. Pierwszy test ciążowy, który kupiłam w aptece na Dworcu Głównym we Wrocławiu, bił po oczach swoimi dwiema ciemnymi krechami. Nie było wątpliwości, co do jego wyniku. Wywołał u mnie szok, strach, lęk, euforię, olbrzymią radość i poczucie miłości do kogoś, kto jeszcze jest tak maleńki, że nie widać go nawet na USG.

Moją radość zostawiłam tylko dla siebie na kilka dni, bo mąż był akurat na wyjeździe w Czechach. Gdy wrócił do domu stanęłam nad nim, kiedy siedział przy kuchennym stole i trochę się wstydząc i denerwując, wydukałam, że jestem w ciąży. Ucieszył się, tak samo jak ja. Spojrzał na mnie i na test, znów na mnie, znów na test, spojrzeniem które znałam i uwielbiałam. Jego oczy mówiły: jestem szczęśliwy i bardzo Was kocham. Cieszyliśmy się wspólnie, że zostaniemy rodzicami.

W oczekiwaniu

Kolejne dni były czasem wyczekiwania na pierwsze USG. Dzień przed obroną pracy magisterskiej miałam wizytę u pani ginekolog i wynik, który dla mnie był wyrokiem. “Coś” tam jest i to szósty tydzień. Jest duży pęcherzyk ciążowy, ale niczego w nim nie ma. “Być może zarodek jeszcze jest niewidoczny. Wskazuje to na 6 tydzień ciąży”. Spoko, ale według ostatniej miesiączki i mojej wiedzy, co do poczęcia ciąża powinna mieć 8 tygodni. Coś było nie tak. Wiadomo, że czasem owulacja płata figle, ale żeby aż tak? Bardzo mnie to zestresowało. Nie wiedziałam, co się dzieje z moim ciałem. Nie miałam żadnych objawów ciąży, nie czułam się, że jestem w ciąży. Intuicja podpowiadała mi, że to nie zakończy się pozytywnie. Zamiast uczyć się do egzaminu, ja siedziałam z głową w telefonie, szukając na forach internetowych podobnych historii. Znalazłam ich wiele i jedne z nich kończyły się porodem, a inne niestety nie. Nadzieja jednak wciąż tliła się w moim sercu. “Może na następnej wizycie będzie już zarodek z bijącym serduszkiem”. Liczyłam na to z całego serca.

Plamienia

Następnego dnia musiałam o wszystkim zapomnieć, by jakoś zdać ten egzamin. Do stresu o moja ciążę, doszedł stres przed egzaminem. Znów czułam ból głowy, ból serca i niestety, także podbrzusza (jak na miesiączkę). Wtedy też zaczęły się jakieś plamienia, które często lekarze wiążą z mechanicznym lekkim naruszeniem pochwy podczas badania usg lub po prostu zagnieżdżeniem się zarodka w macicy. Ale czasem plamienia nie oznaczają niczego dobrego. Czyli może być wszystko okej, ale może też nie być. Na dwoje babka wróżyła. A ja wróżyć z fusów nie umiem i nie lubię.
Tydzień później na kontroli sytuacji u innego lekarza scenariusz się powtórzył. Znów powiększył się pęcherzyk, ale w środku był pusty. Nowa diagnoza:  puste jajo płodowe. Ale znów, niekoniecznie, bo może jednak jest tam zarodek. Duphaston i leżenie. Leżałam na kanapie,  wstawałam tylko do łazienki, czytałam na leżąco książki, które wypożyczylam w wiejskiej bibliotece i liczyłam dni do następnego badania. Znów mega stres. Oboje z mężem nie byliśmy sobą. Tego lęku nie umiem Wam opisać. To nie tylko strach o ciążę, ale też strach o swój organizm, który po pierwsze jest pod wpływem hormonów ciążowych, a po drugie możliwe, że coś ze mną nie tak. Może nie będę mogła być matką?

Kiedy plamienia nie ustawały, mimo przyjmowania luteiny, zgłosiłam się na ginekologiczną izbę przyjęć wrocławskiego szpitala. Tam młoda pani doktor na przedpotopowym monitorze pełnym szumów dostrzegła ledwo widoczny zarodek (a pewnie był to martwy piksel). Do dziś nie jestem pewna, czy on tam faktycznie był widoczny. Nie chcę tego wiedzieć. (Jakoś mi smutno, ilekroć pomyślę o tym i o gadaniu niektórych osób, że taki zarodek to nie człowiek. Nawet jeśli nie jest nim, to może nim być, a mnie to wystarcza, aby objąć go ochroną).

W międzyczasie, za poleceniem pana doktora, zrobiłam podwójny test beta HCG,

który określa, czy ciąża się rozwija. Jeśli po 48 godzinach wynik beta HCG wzrośnie o minimum 66%, to znaczy ze jest dobrze.
Pierwszy wynik u mnie to było coś ponad 12 000, ten po dwóch dniach ok. 11500. Ja już wiedziałam, że jest źle. Właściwie nie miałam złudzeń. Czekałam z brązowym plamieniami na rozwój sytuacji. Kiedy zamieniły się w krwawienie, zgłosiłam się na izbę przyjęć w szpitalu, a stamtąd trafiłam na oddział patologii ciąży i ginekologii. Kilkakrotnie robione USG i kolejne badania bety potwierdziły, że ciąża się nie rozwija. “Tu powinny być przepływy, a nie ma nic. To się zdarza dość często”. Lekarze bili mnie w twarz tekstami typu “co druga kobieta przeżyje poronienie”, “ja robię kilka łyżeczkowań dziennie” itp.

I mnie nie ominęło łyżeczkowanie.

Bo globulka na poronienie nic nie dała. Pomęczyłam się trochę, trochę pobolało i nic. I do dziś myślę, że może to był jakiś znak. Ale nie. Nie.
Następnego dnia miałam łyżeczkowanie. Z krwawiącą pochwą i sercem, stojąc obok fotela ginekologicznego bez majtek podałam rękę młodemu, przystojnemu anestezjologowi, który uspokajając mnie, że wszystko będzie dobrze, zdziwiony, że tętno mam 160, a ciśnienie 180/120, dał mi narkozę, zagadując o studia i w ten oto sposób obudziłam się na łóżku szpitalnym już po. To była szybka akcja. Kazali spać, dali oksytocynę. Przynieśli na obiad jakąś zupę klej z solą i 1cm kawałkiem marchewki, po czym “uprzejme” salowe pytały, czy już się zbieram do domu, bo chcą przygotować łóżko dla następnej. Zasmuciła mnie ta taśmowość.  “Tak, chcę już stąd uciec, ale tak się składa, że właśnie przed chwilą wyciągnięto ze mnie nieżywy zarodek z zimnym sercem i cholernie mnie boli teraz życie, znaczy kurwa, mam tu zamiar leżeć, ile mogę”  – pomyślałam.

Ale tak naprawdę chciałam już stamtąd uciec.

Chciałam uciec od widoku karmiących kobiet. Od dudniącego mi w głowie wciąż i wciąż KTG. Od przezroczystych wózeczków dla noworodków i ich rozkosznego płaczu, który nie był moim udziałem. Uciec do domu, do kota, do męża, do swojej rzeczywistości bez dzieci. Ja, roniąca kobieta znalazłam się w samym sercu pięknego świata matek i dzieci, którego nie byłam częścią. Po tej akcji nawet nie chciałam być. Czułam się jak odrzucona przez matkę naturę wyrodna córka. Mogłam podać sobie rękę z Kopciuszkiem, Brzydkim Kaczątkiem i czarną owcą.


Przez tę chwilę myślałam, że nigdy nie zostanę matką.

Miałam wrażenie, że ktoś bawi się ze mną w kotka i myszkę. Że to była jakaś kara.
A później zaczęłam szukać powodów. Ponoć puste jajo płodowe zdarza się często, ale jeśli raz się zdarzy, to prawdopodobieństwo, że się powtórzy jest niewielkie. Przyczyną tego typu poronień są najczęściej wady powstające podczas rozwoju zarodka. Zły podział komórek, czy coś takiego. Te wady są na tyle poważne, że dochodzi do poronienia.
Wtedy pomyślałam, że jeśli lekarze tak mówią, że to się często zdarza kobietom, to pewnie nie ma się czym przejmować. “Drugi raz nie będzie pustego jaja” pomyślałam.
No cóż, bardzo się wtedy myliłam …
Żaden kolejny pozytywny test ciążowy nie wywołał u mnie radości, tylko obawy i strach. Już nigdy mój mąż na widok dwóch kresek nie spojrzał na mnie w TEN sposób...

O dalszych losach związanych z poronieniami i o tym, jak odkryłam, co tak naprawdę jest ich przyczyną u mnie – czytajcie za tydzień w drugiej części tekstu “Dwie kreski to dopiero początek”.
Ciężko to wszystko opisać w jednym, przepraszam.

Zachęcam do dzielenia się swoimi historiami, bo czasem trzeba to z siebie wyrzucić. A jeśli nie masz siły lub odwagi, bardzo bardzo pomaga napisanie tego sobie do szuflady. Ja wtedy napisałam 40 wierszy, które pozwoliły ukoić nerwy i nazwać trudne emocje po imieniu.

Posts created 32

One thought on “Dwie kreski to dopiero początek, cz. 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top