Dwie kreski to dopiero początek, cz. 2

Pierwszą część możecie przeczytać tu: https://www.mamamyself.pl/2019/09/27/dwie-kreski-to-dopiero-poczatek-cz-1/

Kiedy byłam w pierwszej ciąży, pomyśleliśmy z mężem, że fajnie byłoby mieć drugie dziecko w niewielkiej odległości czasowej od pierwszego. W sierpniu 2017 roku, czyli gdy Adaś miał 10 miesięcy, zaczęłam chodzić do stomatologa, aby wyleczyć moje zęby i tam padło pytanie o ewentualną ciążę, a może to ja zasugerowałam dentyście, że ciąża jest możliwa, ale jeszcze nie wiem, więc zróbmy takie leczenie, by nie było szkodliwe dla płodu. Z ciekawości zrobiłam test ciążowy w domu i co? A jakże, pozytywny.

Będę czekać z USG!

Doświadczenia pierwszego poronienia nie pozwalały mi cieszyć się z dwóch kresek. Nie, to nie była żadna radość. Przyjełam fakt do wiadomości (jak zresztą w przypadku ciąży z Adasiem, gdy poszłam na USG dopiero pod koniec 9 tygodnia – ha, taka byłam wytrwała, ale UWAGA! NIE RÓBCIE TEGO, BO MOŻE SIĘ ŹLE SKOŃCZYĆ – WYJAŚNIĘ W DALSZEJ CZĘŚCI TEKSTU). Zaczęłam łykać witaminki, kwas foliowy, nie brałam alkoholu do ust, zaczęłam lepiej jeść. Umówiłam wizytę i czekałam.

Brak objawów ciąży

Moje pierwsza ciąża zakończona poronieniem, ta z 2015 z pierwszej części historii charakteryzowała się brakiem typowych objawów ciąży. Nie miałam mdłości, nudności, dziwnych zachcianek, nabrzmiałych i tkliwych piersi. Miałam za to ból podbrzusza i głowy. I tym razem, w 2017 roku również nie odczuwałam swoistych objawów ciąży. Wiecie, to nie jest tak, że zawsze one występują. Na początku ciąży jeszcze ich nie ma. Ale z Adasiem chodziłam jak struta, ledwo przechodziłam przez Dworzec Główny we Wrocławiu, bo czułam tam jakieś dziwne zapachy jedzenia, których zazwyczaj nie czuję i wiedziałam, że po prostu jestem w ciąży. Tym razem znów nie. Znów naszły mnie myśli, że to się nie uda. Wiedziałam, jak się to może skończyć i bałam się. Ale nie miałam za dużo czasu na to, bo musiałam zająć się opieką nad niemowlakiem.

Pierwsze oznaki niepowodzenia

Któregoś dnia poszłam z Adasiem na spacer. Gdy z niego wróciłam, zobaczyłam brązowe plamienie na bieliźnie. Następnego dnia umówiłam wizytę u ginekologa i znów zobaczyłam taki obraz na USG: wielkie, puste jajo płodowe. Pani doktor mnie uspokajała, że to dopiero 6 tydzień, więc może być jeszcze wszystko dobrze. Kazała mi odstawić Adasia od piersi (to było dokładnie 26 września, dwa dni przed jego pierwszymi urodzinami). Musiałam to zrobić od razu (chętnie napiszę Wam o tym, jak to zrobiłam). Dlaczego miałam to zrobić? Bo wysoki poziom prolaktyny może hamować wytwarzanie progesteronu potrzebnego do podtrzymania ciąży. Pani doktor kazała brać magnez, witaminy i kwas foliowy. Leżeć nie kazała. Brałam luteinę i trochę się oszczędzałam.

A potem było gorzej

Cała historia nie skończyła się dobrze. Plamienie zamieniło się w krwawienie, które trwało jak miesiączka. Po tygodniu zgłosiłam się do szpitala, gdzie po USG okazało się, że ciąży już nie ma. Trwala ona chyba 6 tygodni. Nie wiedziałam płodu, nie słyszałam echa serca. Ale mimo, że poronienie było samoistne, to chyba u ich podłoża leżał podobny problem. Coś musiało być przyczyną…

Zrobić badania

W Polsce badania dotyczące przyczyn poronienia wykonuje się zwykle po trzeciej ciąży. Pani doktor zasugerowała, że należałoby może zrobić kilka badań, takich standardowych – tarczyca, morfologia, ale też genetyczne.

Wtedy usłyszałam o mutacji genu MTHFR.

Pani doktor powiedziała, że mogę zrobić badania genetyczne dotyczące mutacji genu MTHFR. Nie chcę tu pisać rozpraw naukowych o genetyce, bo NIE JESTEM LEKARZEM. NIE CHCĘ TEŻ SIAĆ PANIKI, ALE! Zrobiłam w laboratorium rozszerzony pakiet “trombofilia plus”, bo akurat była promocja i bardziej opłacało się zbadać też inne popularne mutacje genów, które mogą być przyczyną trombofilii wrodzonej, a tak z kolei może powodować poronienia. Trombofilia, to genetycznie uwarunkowana (wrodzona) lub nabyta skłonność do powikłań zatorowo-zakrzepowych. … Trombofilia jest szczególnie niebezpieczna dla kobiet w ciąży. Może prowadzić do powikłań położniczych, poronień, zahamowania wzrastania płodu, a nawet obumarcia płodu (źródło gyncentrum.pl/blog). U mnie ten pakiet składał się z sześciu najpopularniejszych mutacji. Pobrano mi wymaz z policzka i czekałam na wynik badań genetycznych.

U mnie wynik dodatni wynik miały mutacje: MTHFR A1298C, PAI-1 i 4070A>G.

Nie zszokowało mnie to bardzo, po prostu cieszyłam się, że wiem, co mi jest. Choć poronienie było dla nas ciosem, to nie chciałam czekać długo na starania o dziecko.

I kolejne dwie kreski, a potem zastrzyki

Październik 2017… Powtórka z rozrywki? Znów dwie kreski? Tym razem baaaaaaardzo słabiutkie, ledwo dostrzegalne. Musiałam powtórzyć test! Każdy był słabiutki. Mąż powiedział, że tam nic nie widzi. Ale ja tak! Szybko poleciałam do ginekologa. Wszystko było na dobrej drodze, ale pani doktor tym razem przepisała mi zastrzyki przeciwzakrzepowe. Żeby płód miał w ogóle szansę się rozwinąć. Choć żadnych problemów nigdy nie było z zakrzepami itd., to po konsultacji lekarskiej z hematologiem, czyli lekarzem od krwi, dostałam wskazanie na wysoką dawkę (0,6) Clexane do końca ciąży.

Mam szczęście

Gdy zapytałam o Adasia, jego narodziny bez żadnych “wspomagaczy”, lekarz powiedział, że miałam po prostu szczęście. Choć ciężko stwierdzić jednoznacznie, czy choruję na trombofilię (hematolog twierdzi, że potrzebne są dodatkowe badania białek), to w ciąży dmucha się na zimne, dlatego brałam acard i zastrzyki. Ciąża rozwijała się wzorowo, bez żadnych większych problemów ze strony układu krzepnięcia, ale badałam się często. I przez cały czas bałam. Zastrzyki robiłam sobie sama, ale o tym napiszę osobny wpis. Brałam też inny kwas foliowy, folian, actifolin, który w moim przypadku wchłania się, w przeciwieństwie do tego zwykłego kwasu foliowego.

Podsumowanie

Ja znalazłam swoją przyczynę poronień, ale to nie jedyna istniejąca na świecie. Nie bierzcie za pewnik, że może też akurat u was to jest to. Jest też wiele innych, niestety. Nie zawsze to jest takie proste. Jeśli jednak macie przeczucie, gdzie leży przyczyna Waszych poronień, to zbadajcie to. Wiem bowiem, że czasem to można wyczuć. Jednak nie wróżmy z fusów.

Trzymam mocno kciuki za Was! Bądźcie silne! Jesteście silne!

Przytulam mocno do serca nasze wszystkie nienarodzone dzieci.

P.S. Dziś dzień dziecka nienarodzonego. Z tej okazji będzie też jutro wiersz, który napisałam po poronieniu w 2015.

Posts created 32

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top