9 śmiesznych umiejętności, których nauczyło mnie macierzyństwo

To tekst na rozluźnienie, bo przecież macierzyństwo nie może, nie powinno być wiecznie poważne. Przecież my jesteśmy tylko ludźmi, żyjemy na tym świecie króciutko, więc trzeba się w nim bawić!
A że codziennie jest sporo do zrobienia przy dzieciach i nie zawsze można wszystko zrobić tak idealnie, jakby się chciało, to wychodzą z tego niezłe hece! Zresztą zobaczcie sami.

Zamykanie i otwieranie szafek nogami

Ja nie wiem, jak ja mogłam bez tego żyć! Przecież to fenomenalna umiejętność, zwiększająca nie tylko naszą koordynację, ale też zmniejszająca czas pracy w domu (wiecie, jedna ręka otwiera szafkę z kaszką, druga trzyma dziecię, a noga zamyka zmywarkę – to moje ulubione trio). Czasem ta noga jest konieczna, gdy piekarnik gorący i należy go szybko zamknąć. Jest wiele sytuacji, gdzie dziękuję Bogu za nogi. A przy okazji zauważyłam, że są mocniejsze, bo muszą robić tyle rzeczy! Czyli podsumowując, nogi nie służą tylko do chodzenia i biegania za dziećmi 😆

Gotowanie jedną ręką

To jest klasyka gatunku: mama musi coś ugotować, a dziecko chce na ręce. Znacie to? No i tak, można to zrobić inaczej, bo czasem, o dziwo, nasz mały jest w stanie wytrzymać w bujaczku przez dziesięć minut. Czasem włączę mu bajkę, a co! Ja nie mam z tym problemów. Ale są takie dni, że naprawdę te rączki to zbawienie. Więc trzymam go w jednej, a drugą ręką robię wszystko. Mnie to nauczyło krojenia pomidorów bez podtrzymywania i nalewania jedną ręką wody z 5 litrowej butli (uwaga! Należy przytrzymać butlę brzuchem podczas podnoszenia!).

Wymyślanie zabaw i bajek na poczekaniu

Odkąd mam dzieci, moje pokłady kreatywności się zwiększyły. Wymyślam dziwne zabawy, takie jak we wpisie: https://www.mamamyself.pl/2019/10/08/10-zabaw-z-dziecmi-bez-uzycia-zabawek-i-innych-rekwizytow/ oraz opowiadam bajeczki. Jeśli nie macie już pomysłów na fantastyczne historie o misiach, dinozaurach i księżniczkach, to polecam taki myk: czytamy książkę, ale zmieniamy imię bohatera na imię naszego smyka. Efekt murowany!

Robienie kolorowych, zabawnych kanapek

Kolorowe kanapeczki znam z dzieciństwa. Nigdy nie przypuszczałam, że ja również będę robić takie śmieszne, z kotkami, samochodami, serduszkiem. Mama nauczyła mnie, jak robić serce z ogórka hahaha Ja na razie jestem na etapie malowania ketchupem po żółtym serze. Ale poczekajcie! Rok, dwa i będzie o mnie głośno w świecie artystów malarzy – kanapkarzy.

Wielotobołkowość

Wiem, że nie ma takiego słowa, ale te tobołki, bo tobołki właśnie, się nosi i się je tak bierze, że, mam wrażenie, tego możnaby nabrać jeszcze więcej i zawsze gdzieś się coś upchać. Pamiętajcie, że macie też plecy, więc polecam wykorzystać tę wiedzę i zaopatrzeć się w pojemny plecak (ja mam plecaki worki na wycieczki i spacery i plecak turystyczny na większe wyjazdy). Poza tym wszelkie nerki, kieszenie, torby przez ramię itp itd. Bo wiecie, że im większe dziecko, tym więcej trzeba targać jedzenia, ubrań i zabawek. Przy małym wystarczył cyc na drogę, pieluchy i chusteczki nawilżane, no ewentualnie sweterek, kocyk, zapasowy smoczek, czapka, woda, chrupki kukurydziane, krem do pupy, krem do buźki, cieplejsze spodenki, kaszka, podgrzewacz, termos z wodą, stelaż do fotelika lub wózek parasolka, zabawki, śliniaki, słoiczki, łyżeczki…. No może i dla małego trzeba dużo targać. W każdym razie tu sprawdza się owa wielotobołkowość.

Spanie na zawołanie, o każdej porze i po kilka minut


To coś, co dla mnie jest wielkim zaskoczeniem, a co teraz zupełnie mi nie przeszkadza (mężowi bardziej). Bo ja po ciężkim dniu potrafię na siedząco, przy bawiących dzieciach zasnąć na chwilę i mnie to bardzo regeneruje. To jest lepsze niż kawa, trochę mniej niż porządny sen w łóżeczku, ale jak się nie ma co się lubi…itd. Więc śpię przy usypianiu dzieci, w podróży na tylnym siedzeniu, podczas kanapowych odpoczynków, na fotelu po czytaniu bajek. Kiedyś byłam bliska zaśnięcia na sedesie, ale jeszcze tej umiejętności nie opanowałam ze względu na utrudnienia (czyt. dwóch małych chłopców, którzy zawsze muszą towarzyszyć mi podczas wizyt w toalecie).

Przewijanie na stojąco, w biegu i przez sen, aby nie obudzić dziecka

Przewijanie noworodka to pikuś. On leży, nawet się nie rusza na bok, nie ucieka, może tylko płacze, ale to trudno. A przewijanie większego dziecka, tak od pół roku w górę, to jest jakiś dramat. Nie o to chodzi, że mi przeszkadza ruchliwe dziecko. Po prostu ono mi przeszkadza tylko w tym momencie. Nie da się mojego małego przewinąć na leżąco, bo ucieka. Nie kładę go też na przewijaku już od dawna, bo na pewno by spadł. Przewijam go więc przy pralce (żeby zajął się oglądaniem kręcącego bębna), przy szafce (żeby grzebał w moich kosmetykach), przy komodzie, kanapie itp. Ma to mi zająć nie więcej niż minutę, bo tylko tyle mój mały wytrzymuje w bezruchu. A nawet jeśli ucieknie – to ja go w sprincie przewinę! I w samochodzie na tylnym siedzeniu! I na plaży! Na spacerze. Tylko nocą, gdy śpi, a trzeba zmienić pieluchę, robię to na leżąco, tak by go nie obudzić. To się da zrobić. Trening, a w moim przypadku jakieś 6150 zmienionych pieluch (wybaczcie ekolodzy, że używam jednorazowych – nie ogarnęłam tematu, miałam za dużo roboty) czyni mistrza.

Slalom między klockami LEGO

To jest kolejna klasyka gatunku z serii dramat rodzica. Każdy wie, czym kończy się nadepnięcie na klocek. Więc jeśli zobaczycie mnie bawiącą się w ministerstwo głupich kroków, to już wiecie dlaczego.

Smoczkowy radar

Zgubiłeś kiedyś smoczek? To wiesz, co to oznacza. Jeśli jesteś uważną mamą, to będziesz miała włączony radar smoczkowy. On się naprawdę przydaje. Tak jak wiele innych radarów : zabawkowy, butelkowy i inny. Zabawa w piratów nie jest przecież tylko zarezerwowana dla dzieci.

A Ty? Masz jakieś śmieszne umiejętności, które nabyłaś dzięki macierzyństwu? Chętnie poczytam 🙂

Posts created 32

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

Back To Top